Aktywny Dzień Matki ❤️

Niestety nie było mi dane spędzić dzisiejszego dnia z mamą, ale odwiedziłam ją w środę! We wtorek wieczorem zaraz po telefonie, w którym dowiedziałam się, że mam nową pracę wsiadłam do pociągu i pojechałam do rodzinnej miejscowości. Miło spędziliśmy wieczór całą rodziną do późnych godzin wieczornych. Domownicy niestety rano musieli iść do pracy, jedynie tata miał zmianę popołudniową i złapałam się na śniadanie i kawę z nim. Zrobiłam obiad, tak by był gotowy jak mama wróci z pracy. Czas był ograniczony, bo o 19:40 miałam pociąg do Poznania. Siedząc przy obiedzie rozmawiałyśmy z mamą jak spędzić ten dzień razem. Padło na aktywność na świeżym powietrzu – nordic walking. Z racji iż koło naszego domu nie ma zbytnio miejsca na takie spacery (zwłaszcza gdy jest to pierwszy kontakt z kijkami 😀) zdecydowałyśmy jechać do lasu.

Szybka rozgrzewka i ruszamy! Początki bywają trudne i ciężko było zgrać tą pracę rąk i nóg, ale kilka kroków i wpadłyśmy w rytm. Uwielbiam ciszę i spokój jaka jest w lesie.. Słychać tylko ptaki i szum drzew..Podczas naszej rozgrzewki przyjechało starsze małżeństwo. Tak na oko około 70 lat. Pani Babcia o lasce, ale Pan Dziadek bardzo troszczył się o żonę i pomógł jej wysiąść z auta i zaprowadził ją na ławkę. Zorganizowali sobie piknik. Kawa w termosie, kawałek ciasta i nic więcej nie potrzeba do szczęścia. Chciałabym być na starość taka jak oni 😊

Przeszłyśmy ponad 5 km. Niby mało, niby dużo.. Myślę, że jak na pierwszy raz i ograniczony czas to całkiem nieźle 😀 spieszyło mi się do domu, bo chciałam jeszcze odwiedzić dziadków. Człowiek przyjeżdża na 24h i wszystko by sie chciało zrobić.. Babcia się ucieszyła, że ich odwiedziłam. Zrobiliśmy kawę i z racji, że u nas w domu był przyspieszony Dzień Matki, moja mama też dała już wcześniej prezent swojej matuli 😊 wypiliśmy symboliczną lampkę szampana i powinnam sie zbierać na pociąg. Szkoda było opuszczać już rodzinkę, więc postanowiłam dłuższą trasą i z przesiadką wrócić później. Zjedliśmy kolację w miłym gronie i czas się zbierać. Jak zwykle na ostatnią chwilę na dworcu, ale zdążyłam.

Dzień pełen wrażeń dobiega końca. Lubię wracać do rodziny, mimo iż jestem już przyzwyczajona do samodzielności. Z tyłu głowy wiem, że juz tam pewnie nie wrócę, ale cały czas jest to mój dom.

A może nad morze?

3 maj 2019r

4:20 – dzwoni budzik, wstawać się nie chce, ale plany są, więc trzeba je realizować. Szybkie śniadanie, spakować ostatnie rzeczy do walizki i wychodzimy z domu. Jak na złość taxify w okolicy jest zajęty. Musimy jechać uberem co oczywiście wychodzi drożej. Na dworcu jesteśmy na ostatnią chwilę.. Jak zwykle.

5:40 – pociąg rusza, zerkam na bilet i okazuje się, że naliczyła nam sie zniżka z Kartą Dużej Rodziny. Kolejny problem. Idę do konduktora, aby wyjaśnić sytuację, żeby nie zapłacić kary. Ostatecznie udało nam się pojechać taniej o jakieś 15 zł, bo kontrola była tuż przed Inowrocławiem, gdzie my już wysiadaliśmy i przemiła pani konduktor przymknęła na to oko. W sumie jesteśmy 5 ziko na plus 🤔

6:50 – przesiadamy się do auta i jedziemy nad morze! Trasa znośna. Piękne widoki za oknem. Mijamy nasze polskie miasta i wsie. Gdzieniegdzie widać ludzi idących do kościoła na 8.

9:30 – jesteśmy w połowie drogi, więc przerwa na siusiu i jedzenie. Tak jak całą drogę była ładna pogoda, tak gdy tylko się zatrzymaliśmy zaczął padać deszcz. Czy mój limit pecha na dziś się już wyczerpał?

11:15 – w końcu jesteśmy! Morze, szum fal, mewy, powiew świeżego powietrza.. Czego chcieć więcej? Ładnej pogody i słońca! Po kilku metrach spaceru wzdłuż morza wracamy się po cieplejsze kurtki. Od razu lepiej 😀 Spacerując doszliśmy do molo i usiedliśmy na kamieniu pod murem, bo było tam bardzo cieplutko 😊 Kilka fotek na pamiątkę i idziemy dalej. Zjedliśmy obiad i wyruszyliśmy na kolejny spacer po plaży. Trochę wiało, ale taki urok spacerów nad morzem. Przeszliśmy dobre 10 km i nawdychaliśmy się jodu, więc można wracać.

19:30 – dzień się kończy. Zapakowani w aucie, śmigamy znów do domu, do szarej rzeczywistości. Niektórzy jutro muszą iść do pracy, inni wrócić do domowych obowiązków.. To był ciężki dzień, przejechaliśmy 800 km i cały dzień na nogach, ale było warto! Pomyśleć, że jesteśmy parą od prawie 4 lat, a to była nasza pierwsza wspólna podróż nad morze.. Mam nadzieję, że nie ostatnia, bo moje serce jest nad wodą, nie w jakiś tam górach! 😀

Żyj chwilą!

Cześć!

Jestem Monika i obecnie mieszkam w Poznaniu. Jestem studentką pierwszego roku na Uniwersytecie Ekonomicznym na kierunku zarządzanie i inżynieria produkcji.

Na tę chwilę nie mam pomysłu na życie i zastanawiam się, po co mi te studia jak i tak za 5 lat będę pracować dla McDonald’s Polska. Swoją drogą coś o tym wiem, bo od roku tam pracuję…

7 maja stwierdziłam, że nie chce dłużej pracować w tym miejscu i zaniosłam wypowiedzenie. Jeszcze 2 tygodnie męczarni i jestem wolna.. No właśnie. Ale co dalej? Hmm.. Tego nie wiem. Ale wiem, że coś muszę wykombinować, bo za mieszkanie jakoś trzeba zapłacić😀

Na tym blogu będę dzielić się swoimi przemyśleniami i mini sukcesami. Kto wie, może w przyszłości uda mi się założyć własną działalność i być swoim szefem? Kto by tak nie chciał.. Najważniejsze znaleźć pomysł, nigdy się nie poddawać i żyć chwilą!